Cześć, Tato.
Naprawdę nie wiem, jak
mam to powiedzieć. Pewnie tak, jak sobie to układałam w swojej głowie. Ale
chyba wolałabym odpuścić chaos. Przynajmniej tutaj, w mojej głowie jest go
zdecydowanie za dużo.
Mam dość. Naprawdę, mam dość. Czego? Nie, nie szkoły, nie
nauki, nie obowiązków. Mam dość Twojego picia. Czy zalicza się już to pod
początkowy alkoholizm? Tak, raczej tak. Nie umiesz wytrzymać kilku dni bez
alkoholu – piwo, wódka, wino, cokolwiek musisz mieć. Najgorsze jest to, że nie
znasz umiaru w swoim piciu. Ty nie pijesz, żeby popić, a żeby się nawalić. Ale
zgadnij – to my się potem za Ciebie wstydzimy.
Ja się za Ciebie wstydzę.
Tak, dokładnie. To ja zastanawiam się, czy mama da radę,
jak długo da jeszcze radę. To ja zastanawiam
się, czy będzie miał Cię kto wnieść na górę, czy nie zwymiotujesz i będziesz
tak leżał na samym dole. To ja
zastanawiam się, o której wrócisz, z kim wrócisz, jak wrócisz. To ja wysłuchuję Twojego przeklinania, rządzenia
całym światem, stękania, bo Ciebie wszystko boli.
Wracamy do sedna całej sprawy - mam dość. Ja
już nie daję rady. Nie daję rady patrzeć na cierpienie mamy. I mam dość cięcia
się przez jej ból, czy Twoje pijaństwo. Tak bardzo za każdym razem zamykam się
w pokoju, płaczę, robię wszystko, żeby nie sięgnąć po maszynkę.
Jesteś chory, masz złe
wyniki. A co robisz? Pijesz. To się chyba już
powinno leczyć. Może czas nad tym pomyśleć?
Twoja młodsza córka,
K.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam Was, znowu. Żeby była jasność - ja nie zaniedbałam, po prostu nie odczuwałam wcześniej żadnej większej potrzeby napisania tutaj. Aż do dzisiejszego poranka.
Tak, sytuacja opisana wyżej jest autentyczna, a 1/3 tego, co Wam powiedziałam, powiedziałam także Jemu. Nah, nic nie dotarło.
No nic.
Miłego dnia i Wesołych Mikołajek!