czwartek, 17 stycznia 2013

Po prostu popatrz. Może ktoś potrzebuje pomocy?

Drodzy Czytelnicy!

Tak, dobrze zauważyliście. Tym razem nie mam zamiaru przybliżać Wam mojej historii, tego, co czuję, bo w tym momencie to nie jest w ogóle ważne.
Zauważyłam, ze coraz więcej osób się tnie, nie radzi sobie z problemami, są słabi psychicznie, co dość często prowadzi do prób popełniania samobójstwa. Wy, ludzie, którzy nie macie takich problemów, nazywacie nas, osoby, które sobie nie radzą, głupcami, kretynami, czy idiotami. Sądzicie, że się poddajemy. To nieprawda! Nikt tak naprawdę nie wie, co czujemy, jacy jesteśmy w środku. Każdy z nas zna tylko historię opisaną, a uczucia? Myśli? Ludzie coraz częściej zaczynają nas oceniać, jako psychicznie chorych, nie wiedząc, co dzieje się W nas, a nie Z nami. Nie zamierzam tutaj nikomu ubliżać, czy nikogo poniżać. Postanowiłam, że przybliżę Wam to wszystko z punktu widzenia osoby, która prawie zginęła z własnej woli. I choć wiem, że większość teraz prycha i myśli sobie: „Co ona znowu tu napisała? Głupia.” to wiem, że są osoby, które przeczytają to do końca.
Zacznijmy ogólnie – od problemów. Dzięki pomocy niektórym osobom, zdołałam zebrać sporo kłopotów, na które sama bym nie wpadła.
Nałogi. Jeden, najczęściej spotykany problem wśród młodzieży. Nie radząc sobie, uciekamy w alkohol, papierosy, czy narkotyki. Ale czy to jest tylko tle? Nie. Seks, czy samookaleczenia też w to wchodzą! Wszystko uzależnia, nie mówiąc już o Internecie. Papierosy, potocznie zwane „szlugami”, szkodzą organizmowi, ale jest to długi proces. Chociaż w zależności od tego, kto ile wypala. Alkohol? Praktycznie na każdej imprezie. A przecież młodzież kiedyś potrafiła bawić się bez tego! Wystarczyło tylko miejsce, dobrzy znajomi i dobra muzyka. Narkotyki, tzw. „dragi”, ale to nie tylko to. Można połykać je w tabletkach, ciągnąć z opalonego szkła, czy wciągać nosem. Narkomani potrzebuję non stop więcej, nie mogą bez tego żyć. Każdy „ćpun” za pierwszym razem powiedział: „zrobię to tylko raz.” Ale to było o raz za dużo. Seks? Wiem, prychacie, bo niby jak seks może zabić? Może. Nie rozumiemy tego, ale może. Choroby, ciąża i inne tego typu rzeczy rujnują nam często całe życie. Samookaleczenia są dość popularne wśród dziewcząt. Ale ja, mieszkająca na malutkim osiedlu, znalazłabym Wam około 50 chłopców, którzy choć raz się pocięli. Jedni z tego wychodzą, szukają pomocy, chcą to pokonać. Drudzy jednak boją się powiedzieć o tym komukolwiek. Rany i blizny to wołanie o pomoc! Dlaczego tak często to ignorujemy? Brzydzimy się takich osób, wyzywamy je. Czy warto? No ludzie, kurwa! Czymś takim można doprowadzić kogoś do śmierci, bo nie wszyscy są odporni na Wasze głupie odzywki, a Wy nie zdajecie sobie sprawy, że RANICIE. To wszystko, ten cały pesymizm, że wiem, stanie się coś złego, nie wytrzymam sprowadza się do depresji. Bez pomocy, taki człowiek to wrak człowieka.
Kolejnym problemem jest wygląd. Niska samoocena to chyba już wrodzone u dziewczyn. Jasne, znajdzie się taka, która będzie siebie chwalić, ale przyznajmy sobie szczerze, że ta większa część nie potrafi stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie: „Jestem piękna, dam radę.” Sama się do nich zaliczam, jeśli może Wam to pomoże. Kiedy patrzę na swoje odbicie myślę: „Cholera, tu opada, tu odstaje, mam grube nogi.” Ale patrzę na swoje włosy i oczy i mimowolnie się uśmiecham. Kochane, zacznijcie patrzeć na pozytywy! Głodówka, czy bulimia nie są rozwiązaniem! Możecie zacząć ćwiczyć, ale bez przesady. Zrezygnujcie z Fast-foodów, a zacznijcie jeść owoce, warzywa, ale i normalne posiłki! Ciepły obiad to podstawa dnia. Zamiast zjeść w piątek na mieście pizzę, może kupicie sobie sałatkę? Odstawcie pepsi i inne tego typu napoje, albo podzielcie to. W te i te dni piję to, ale w tamte dni odmawiam sobie tego. Pogląd, że piękno zewnętrzne jest ważniejsze to bzdura! Prawdziwy facet, nie chłoptać, patrzy na to, co ma dziewczyna w środku. Będzie Cię kochać każdego rana ze zmarszczkami i rozwalonymi włosami. Bo to jest miłość. Jeśli chłopak mówi Ci, że jesteś brzydka – co to w ogóle ma znaczyć?! Prawdziwy mężczyzna nigdy czegoś takiego Ci nie powie! Ale to nie dotyczy tylko dziewczyn. Wiele osób przezywa chłopaka, ubranego w rurki od gejów i pedałów. A czy to twoja sprawa, jak on się ubiera? Chłopcy też mają uczucia! Znam przypadki, gdzie to nawet dziewczyny wyzywają takie osoby. Ale co Was to obchodzi?! Jest mu wygodnie – okej, to on ma się cieszyć. Nie akceptujecie go? Powiedźcie mu to, ale nie na forum publicznym! Nie upokarzajcie innych. To boli. Dotyczy to też orientacji seksualnych.  Jeśli jakiś chłopak woli chłopców, to nie jest Wasza sprawa. Tolerujecie to? To świetnie! Ale jeśli nie, to się po prostu odwalcie albo poproście, by przy Was nie okazywali sobie aż tak swoich uczuć. Tak samo jest z dziewczynami, choć… Szczerze mówiąc, nie spotkałam się jeszcze z osobą, której przeszkadzałby związek dziewczyna-dziewczyna. Dlaczego też często nienawidzicie osób, którym podobają się obie płci? Postawcie się na ich miejscu – im też jest ciężko. Większość to ukrywa, by nie być wyśmianym.
Właśnie, wyśmiewanie się, czyli tzw. przemoc psychiczna. Najczęściej oczywiście spotykana w szkole. Wyśmiewamy się z osób, które np. dobrze się uczą. To źle? Dojdą do czegoś w życiu. A skąd wiemy, że nie ma problemów w domu i robi to dla rodziców? To, czego nie ukazuje piękno zewnętrzne, może ukazać piękno wewnętrzne. Prześladujemy osoby większej masy ciała, niskie, bezbronne, czy „zabawne”. Dokuczamy innym z powodu ich wyglądu, nie potrafimy przestać, choć tak naprawdę nie wiemy, co kryje się pod tym paskudnym ciuchem, czy nie umytymi włosami.
Wiele osób zmienia się dla popularności. Chcemy byś doskonali dla innych, tracąc przy tym siebie. „Popularsi” często nie akceptują naszego charakteru, czy wyglądu, a więc, żeby się do tej całej elity dostać, trzeba się niesamowicie zmienić. Jest jednak w tym sens? Zapytajcie czasem siebie, jeśli to zrobiliście, czy warto było? Jakie masz teraz oceny? Co z Twoimi przyjaciółmi, którzy byli z Tobą wcześniej? A teraz zapytaj się, czy żałujesz? Jaka będzie Twoja odpowiedź?
Złe towarzystwo, w szkole, na osiedlu, czy nawet w domu (brat i jego koledzy, czy siostra i koledzy), przyczynia się do tego, że przestajemy zauważać siebie, a zaczynamy chcieć być tacy, jak oni. Wtapiamy się w to, wchodzimy w uzależnienia, czasem nawet prostytucję. Przekleństwa padają co chwilę z naszych ust, ranimy osoby, które kochamy. Taka osoba też potrzebuje pomocy, choć stara się tak naprawdę nikogo do siebie nie dopuścić. Wszystko chowa tam w środku, nieświadomie krzycząc: „potrzebuję pomocy!”
Problemami młodzieży jest ogólnie presja otoczenia, nawet ta prosto od rodziców związana z nauką, czy sprzątaniem pokoju. Rodzice często chcą, by ich dzieci były idealne, wyszły na prosto i szli, tak, jak oni chcą. Zapominają często, że to nie ich życie, tylko ich dzieciaków. Nie mogą mieć nad wszystkim kontroli, choć i tak się zdarza. Znam osobę, która za ocenę poniżej bardzo dobrej jest bita. Pomyślcie teraz, jak ona się czuje?
Fałszywi przyjaciele, fałszywa miłość, czy nieodwzajemniona miłość często wpływa na naszą psychikę. Osoby, które są na to „odporne”, często twierdzą „Pff, miłość, będzie kolejna.” Ale osoba, która ma słabą psychikę nie myśli o tym, co będzie, ale o tym co było. Fałszywa przyjaźń odbija się bardziej, bo kiedy wygadujesz się przyjaciółce, czy przyjacielowi, chcesz mieć pewność, że nikomu tego nie powie, nawet jak się pokłócicie. Mało jest teraz osób tak lojalnych, choć zdarzają się. Czasem nawet zwykła znajoma może stać się najlepszą przyjaciółką. Naiwność to typowy stan u młodzieży, co niestety potem niesamowicie się odbija nie tylko na nas, ale też na naszych rodzinach.
Tak samo jest z związkami na odległość. Są przypadki, gdzie to się utrzymuje, ale ciągłe emocje z tym związane zaczynają nas zjadać od środka, całkiem olewamy to wszystko, jesteśmy chorobliwie zazdrośni, a gdy kogoś stracimy – płaczemy dniami i nocami albo zalewamy smutki w alkoholu, narkotykach, złej zabawie.
Właśnie, strata. Strata bliskiej osoby to najgorsze, co może nam się przydarzyć. Często tego nie rozumiemy, stwierdzamy, że to głupota. Niestety – nie. Kiedy tracimy naprawdę bliską nam osobę, niesamowicie cierpimy. Wtedy najczęściej wchodzą żyletki, czy inne rzeczy. Chcemy zakończyć ten koszmar, bo wszystko nam to przypomina. Wspomnienia wracają, a one zabijają. Nie umiemy już się z niczego cieszyć.
Na koniec zostawiłam ogólnie sprawę samobójstw. Wiem, że to „idioci”, bo przecież są poważniejsze problemy. Możliwe, możliwe, że są, ale czy Wy myślicie, że oni zdają sobie z tego sprawę?! Że my, osoby, które mamy dość życia, zastanawiamy się nad tym? Jeśli tak – niesamowicie się mylicie. A pomyśleliście czasem, co czują i myślą osoby, które pragną się zabić? Robiąc to, nie wspominają tych dobrych chwil, nie wspominają dobrych osób, nie pamiętają o prawdziwych przyjaciołach, czy rodzinie. Pamiętają o kłopotach.
Pamiętajcie, że nawet jeden zwykły uśmiech może uratować komuś życie. Niech ten list, ten apel będzie dla Was przestrogą, że głupie komentarze, wyzywanie, czy naśmiewanie się prowadzi do czegoś gorszego. Jeśli znacie osobę, która ukrywa, że nie potrzebuje pomocy – zapoznajcie się z nią bliżej, pomóżcie. Kto wie, może uratujecie komuś życie?

xoxo,
Losowy Przypadek.
____________________________________________________________________
Nie było łatwo o tym pisać, trochę mi to zajęło. Chciałabym podziękować @damonkochayumi, @SilentAqua_, @wonderpatty_, @Effyy_ oraz Lenie, za podrzucenie propozycji, które z chęcią wykorzystałam.
Mam nadzieję, że coś do Was trafi z tego a'la apelu.
Miłego weekendu,
LP.

środa, 2 stycznia 2013

And if you tell me „Hello” I’ll turn around and I’ll tell you „Fuck off.”




Przywitanie? Nie zasługujesz na nie. Nie zasługujesz, by cokolwiek o Tobie, do Ciebie pisać, ale jednak. Ale jednak, bo… Bo w sumie co? Bo ciągle tęsknię? Bo nie mogę znieść Twojego widoku, kiedy wiem, że już nigdy nie będziemy razem? Właśnie, bo co? Kiedy patrzysz, Twój wzrok przeszywa mnie od środka. Wiem, że mnie nienawidzisz. Więc… Może czas przedstawić Ci całe zdarzenie? Jedno, ogromne zdarzenie, pod nazwą „My”. Istniało w ogóle coś takiego, czy to tylko kłamstwa?

This is the way you left me
I'm not pretending
No hope, no love, no glory,
No happy ending

Zacznijmy od oficjalnego poznania się, gdyż teoretycznie znaliśmy się już trzy lata. Praktycznie, czy my cokolwiek wiedzieliśmy o sobie? Właśnie – nie. Powinnam podziękować Andrzejowi, że dał Ci mój numer. Zdziwisz się, ale tak, podziękować. Widzisz, skarbie, kiedy napisałeś, moje serce zaczęło bić niemożliwie szybko, jakby chciało powiedzieć: „Nie znasz go, to kretyn, skurwysyn, wiesz o tym, ale na co Ci ta wiadomość? Z a k o c h a j się. Zapomnij o Tomku.” Najgorsze było to, ze go posłuchałam. Nie, nie po pierwszej wiadomości, ale po drugim spotkaniu…

Wake up in the morning, stumble on my life
Can't get no love without sacrifice

Nasze pierwsze spotkanie nie okazało się wcale taką katastrofą, prawda, kochanie? Wręcz przeciwnie. Opowiedziałeś mi o swoim życiu, dowiedziałam się wszystkiego. W zamian otrzymałeś to samo. Już w pierwszej chwili Cię znienawidziłam. Byłeś jedyną osobą, przed którą od razu się otworzyłam. Zaufałam Ci. Na chuj?! Wykorzystałeś to, że znałeś mnie, jak nikt inny. Jak żaden z Nich…

If anything should happen, I guess I wish you well
A little bit of heaven and a little bit of hell

Późniejsze rozmowy odbyły się bez zbędnych nieporozumień. Ogłosiliśmy Most „Naszym Miejscem.” Ciekawe, czy robiłeś to samo z U., czy M. Ciekawe, czy wciskałeś im te same kity, co mnie. Wiem, że połowę M. tak. A więc co było dalej? Dalej było kolejne spotkanie, pamiętasz? Widziałam Twoją chęć, sam się potem do tego przyznałeś. Choć miałam zjebany humor, choć cholernie obawiałam się tej kolejnej randki do domu wróciłam w podskokach. Szkoda, że tego nie widziałeś…

This is the hardest story that I've ever told
No hope, no love, no glory

Wiesz co jest najlepsze? Że ja pamiętam każdy Twój ruch, każdy Twój dotyk, smak Twoich ust, pamiętam Ciebie. A to mnie zabija. Jednak przejdźmy do rzeczy – na następny dzień mnie pocałowałeś. Nie tego właśnie chciałeś? Dla nas, byliśmy już parą. Oficjalnie staliśmy się dzień potem, pamiętasz? Przy Jędrku, który spytał nas prosto z mostu, jak poprosiłeś mnie o chodzenie. Zgodnie przyznaliśmy, że w ogóle tego nie zrobiłeś. Potem wystarczyły 4 słowa i krótka, trzyliterowa odpowiedź. „Tak” padło z moich ust. Jedna z najgorszych decyzji, jaką kiedykolwiek podjęłam. W tamtym momencie zaczęłam rujnować siebie.

Happy Ending's gone forevermore
I feel as if I'm wasting
And I wasted everyday

Nie pisałabym tego, gdyby nie to, że przez Ciebie, ponownie przez Ciebie moja ręka wygląda jak z horroru. Po raz kolejny… Na początku było nam dobrze, ciągłe spotkania… Nawet poznałeś moją mamę, pamiętasz? Albo jak moi rodzice przypadkiem nas spotkali, kiedy szliśmy na działkę…. Wiesz, jak te wspomnienia sprawiają ból? Najzabawniejsze jest to, że Ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, że to codziennie zabija mnie od środka. Nie zapomniałam i nie zapomnę.

This is the way that we love
like it's forever
And live the rest of our lives
But not together

Potem było już tylko gorzej. Nie mieliśmy dla siebie czasu, Ty wróciłeś na praktyki, ja miałam szkołę, Z. i chłopaków. W sumie – tęskniłam za Tobą, choć tego nie okazywałam. Nie zapomniałeś o naszej rocznicy, co nie często się zdarza. Kochałam Cię, tylko oby dwoje okazywaliśmy tą miłość inaczej.

If I pretend that nothing ever went wrong
I can get to my sleep, I can think that we just carried on

I w końcu. 14 czerwca 2012 roku. Wiesz, jak to cholernie zabolało? Byłam wtedy z Twoim przyjacielem i jednym z moich na spacerze. A zerwanie z dziewczyną przez telefon to tchórzostwo. Ciągle trzymamy się wersji „Mam za dużo problemów, by Cię w nie wciągać”, czy może w końcu przyznasz się, że sobie nie poradziłeś? Nie poradziłeś sobie z tym, że to ja mam za dużo problemów. Ale nie z czymś, a ze sobą. To ja nie potrafiłam zaakceptować siebie. Ty, zamiast mi pomóc, najnormalniej w świecie mnie zostawiłeś. Znienawidziłam Cię, choć ciągle byłeś najważniejszy w moim sercu.

No hope, no love, no glory
No happy ending

Wiesz, czego potrzebowałam? Odrobiny miłości, troski…

Little bit of love
Little bit of love, little bit of love, little bit of love....

Potem pojawiła się Kamila. Zacząłeś do niej zarywać, choć dobrze wiedziałeś, ze nie masz szans. Zabolało jeszcze bardziej. Zaczęłam staczać się w dół na Twoich oczach… Zaczęłam upadać. Ja, Twoja „przyjaciółka.” Nie zrobiłeś nic, by jakkolwiek mi pomóc. Ale ciągle byłeś najważniejszy w moim sercu.

Two o'clock in the morning, something's on my mind
Can't get no rest, keep walking around

Potem była ta pojebana noc. Nie będę Ci tego przybliżać, wiem, ze jesteś świadomy tego wszystkiego. Po prostu dziękuję. Dziękuję za pokazanie mi, jakim cholernym skurwysynem jesteś i dziękuję za pokazanie mi, że przyjaciół należy słuchać, choć czasem pierdolą od rzeczy. Boli, cholernie boli z dnia na dzień, każde wspomnienie, każda myśl o Tobie. Nie mogę Cię zapomnieć. Nie mogę, nie chcę, nie umiem. Jesteś najważniejszy na dnie mojego serca.

No hope, no love, no glory…

Twoja była,
Zosia.


____________________________________________________________
 
Znowu nie wiem, co powinnam napisać. Przeprosić za przekleństwa? Więc przepraszam. Powiedzieć, że jest to prosto od serca? Więc mówię. Nie wiem, co więcej... tak, to, co jest na górze to prawda. Cała prawda, choć tak naprawdę tych wątków byłoby jeszcze więcej. Ale nie dałam już rady. Nie dałam rady, bo te wspomnienia bolą. Ciągle bolą, choć minęło pół roku... Ech, nie będę się rozpisywać. Po prostu... No.
Miłego czytania,
Kath.