Where are you, when I need you?
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Pamiętasz, S., jak się
wygłupiałyśmy w „Echo”? Jak zaciągnęłam Cię na obiad? Pamiętasz Twoje 14-ste
urodziny? Krztusiłyśmy się szlugami, „opiłyśmy się”, poszłyśmy na spacer…
Wmuszałaś mi jedzenie, a ja i tak nie zjadłam. A pamiętasz nasze wielogodzinne
rozmowy telefoniczne, kiedy śmiałyśmy się do łez? Albo kiedy jedna płakała, a
druga ją pocieszała? Pamiętasz wigilię? Zmusiłam Cię do śpiewania. Obiecałaś,
że zawsze będzie przy mnie, pamiętasz? Więc gdzie do cholery jesteś teraz,
kiedy tak bardzo cię potrzebuję?!
I am bound to you..
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
I Ty, K., pamiętasz mnie jeszcze?
Oh, oczywiście, że tak. Ciągle mnie kochasz, czy może teraz już tylko udajesz,
bo nie chcesz zapomnieć? Zaufałam Ci, wiesz? A kiedy nie potrafiłeś zrozumieć,
nazwałeś mnie szmatą. To jest ta Twoja wielce dobra dusza? Ten Twój
charakterek? Dla mnie i tak jesteś już nikim. Rujnujesz życie ludziom. I nie mówię
tu tylko o mnie… Ale teraz już za późno.
And nothing else matters…
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
K., K., K... Ile razy podawałeś
się za mojego przyjaciela? Ile razy mnie całowałeś? Ile razy cierpiałeś, kiedy
wyjeżdżałam? Więc czemu nawet nie zadzwoniłeś? Czemu nie spytałeś ani razu, co
ze mną? Orientowałeś się dopiero, kiedy do Ciebie przyjeżdżałam, wiesz? A
pamiętasz, jak straciliśmy kontakt na długi rok? Dlaczego to zawsze rodzice za
nas musieli wykonywać telefony? Dlaczego sam nie zadzwoniłeś? Gdzie byłeś,
kiedy byłeś potrzebny?!
I’m here without you baby.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
A teraz Ty, P. Chciałeś poznać
moją historię, dałam Ci to, w zamian za Twoją. Okłamałeś mnie. Stwierdziłeś, że
nigdy nie nazwiesz żadnej dziewczyny szmatą. Masz rację, nie zrobiłeś tego. Ale
wiedziałam, że w myślach naśmiewałeś się z tego wszystkiego. Wiedziałam, kim
się dla Ciebie stałam. A pamiętasz, jak obiecywałeś, że będzie dobrze? Idź
wprost do Diabła.
Błądzę tam, gdzie błądzą też nasze marzenia.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Egoistka z Ciebie, O., wiesz? Ile
razy próbowałam Ci przekazać coś od siebie, zawsze było „a ja to, a ja tamto.”
Patrz, do czego nas to doprowadziło. Do rozpadu. My już nie istniejemy, za to
Ty i Twoje słońce – owszem. Obawiałaś się, że to ja Cię zostawię. Wyszło
inaczej. A obiecywałaś wieczność…
We always be more than a band.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
KK. O Tobie nie da się dużo
powiedzieć. Narobiłeś nadziei, wiesz? Od października. Po co były te
spojrzenia? Po co były te rozmowy w autobusie? Po co była ta sytuacja, przez
którą prawie mnie pocałowałeś? No po co, do jasnej cholery?! Nie widzisz tego,
ale przez Ciebie zrobiłam to kilkanaście razy. A teraz będzie kolejny. Ostatni.
Patrz, jak doprowadziłeś mnie do szaleństwa. Z każdym Twoim słowem,
rozsypywałam się na mniejsze kawałki.
Guess he kissed the girls and made them cry.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Przez Ciebie znowu się tnę. Nie
widzisz tego, ale przecież jestem już nikim, czyż nie? Płaczę, po raz kolejny
płaczę przez Ciebie. Patrz do czego znowu doprowadziłeś. Ale Ciebie tutaj nie
ma, jak masz więc patrzeć? Nienawidzę Cię, wiesz? Obiecywałeś ślub, związek do
usranej śmierci. Powoli umieram, a związku nie ma. Wieczność to nie dwa
miesiące! Nie rozumiałeś tego, bawiłeś się. Bawiłeś się mną i moimi uczuciami.
Kochałam Cię, wiesz? Pamiętasz, P., jak razem pływaliśmy? Albo jak siedzieliśmy
na mostku? Rozmawialiśmy o Twojej rodzinie, po raz pierwszy. Przypomnij sobie,
kto pojawił się obok Ciebie, nawet po tym jak zerwaliśmy? Kto do Ciebie
przychodził? Kto doradzał Ci z Nią i Nią? Patrzyłeś, jak cierpiałam. Patrzyłeś,
jak umieram od środka. Nie zrobiłeś nic. Znałeś mnie jak nikt inny, wiedziałeś
o mnie dosłownie wszystko. Pozwoliłeś, bym upadła.
Wciąż pamiętam tamte chwile, w których
tak mówiłeś tyle,
że
kochasz, że pragniesz bym była tylko z tobą tu na zawsze.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Kolejny raz. Kolejny. I kolejny.
Ostatnia kreska.
Ostatnie krople łez.
__________________________________________
Nawet nie wiecie, jak ciężko było to napisać. Niech nikt z Was nie bierze tego do siebie, to zwykłe, małe, nic nie warte opowiadanie. Jest jeszcze kilka osób, które mogłyby się tu znaleźć, ale jak pisałam - rozdzielone na kilka części.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
Love,
Kathe.
Strasznie krótkie, ale naprawdę emocjonujące, dobra robota.
OdpowiedzUsuńCzytałam to i miałam aż otwarte usta z tego wszystkiego. ;( Strasznie przykre ... Ale jak coś to zawsze jestem, pamietaj. Evie.
OdpowiedzUsuńKomu jeszcze "zrujnowałem życie"? :<
OdpowiedzUsuńNie znam cię osobiście, ale czuję, że to, co napisałaś jest bardzo osobiste. Albo jesteś tak dobrą pisarką :) No, cóż tu dużo mówić. Świetne, świetnie przelałaś na to swoje uczucia.
OdpowiedzUsuń