środa, 26 grudnia 2012

Where are you, when I need you?



Where are you, when I need you?
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

Pamiętasz, S., jak się wygłupiałyśmy w „Echo”? Jak zaciągnęłam Cię na obiad? Pamiętasz Twoje 14-ste urodziny? Krztusiłyśmy się szlugami, „opiłyśmy się”, poszłyśmy na spacer… Wmuszałaś mi jedzenie, a ja i tak nie zjadłam. A pamiętasz nasze wielogodzinne rozmowy telefoniczne, kiedy śmiałyśmy się do łez? Albo kiedy jedna płakała, a druga ją pocieszała? Pamiętasz wigilię? Zmusiłam Cię do śpiewania. Obiecałaś, że zawsze będzie przy mnie, pamiętasz? Więc gdzie do cholery jesteś teraz, kiedy tak bardzo cię potrzebuję?!

I am bound to you..
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

I Ty, K., pamiętasz mnie jeszcze? Oh, oczywiście, że tak. Ciągle mnie kochasz, czy może teraz już tylko udajesz, bo nie chcesz zapomnieć? Zaufałam Ci, wiesz? A kiedy nie potrafiłeś zrozumieć, nazwałeś mnie szmatą. To jest ta Twoja wielce dobra dusza? Ten Twój charakterek? Dla mnie i tak jesteś już nikim. Rujnujesz życie ludziom. I nie mówię tu tylko o mnie… Ale teraz już za późno.

And nothing else matters…
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

K., K., K... Ile razy podawałeś się za mojego przyjaciela? Ile razy mnie całowałeś? Ile razy cierpiałeś, kiedy wyjeżdżałam? Więc czemu nawet nie zadzwoniłeś? Czemu nie spytałeś ani razu, co ze mną? Orientowałeś się dopiero, kiedy do Ciebie przyjeżdżałam, wiesz? A pamiętasz, jak straciliśmy kontakt na długi rok? Dlaczego to zawsze rodzice za nas musieli wykonywać telefony? Dlaczego sam nie zadzwoniłeś? Gdzie byłeś, kiedy byłeś potrzebny?!

I’m here without you baby.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

A teraz Ty, P. Chciałeś poznać moją historię, dałam Ci to, w zamian za Twoją. Okłamałeś mnie. Stwierdziłeś, że nigdy nie nazwiesz żadnej dziewczyny szmatą. Masz rację, nie zrobiłeś tego. Ale wiedziałam, że w myślach naśmiewałeś się z tego wszystkiego. Wiedziałam, kim się dla Ciebie stałam. A pamiętasz, jak obiecywałeś, że będzie dobrze? Idź wprost do Diabła.

Błądzę  tam, gdzie błądzą też nasze marzenia.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

Egoistka z Ciebie, O., wiesz? Ile razy próbowałam Ci przekazać coś od siebie, zawsze było „a ja to, a ja tamto.” Patrz, do czego nas to doprowadziło. Do rozpadu. My już nie istniejemy, za to Ty i Twoje słońce – owszem. Obawiałaś się, że to ja Cię zostawię. Wyszło inaczej. A obiecywałaś wieczność…

We always be more than a band.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

KK. O Tobie nie da się dużo powiedzieć. Narobiłeś nadziei, wiesz? Od października. Po co były te spojrzenia? Po co były te rozmowy w autobusie? Po co była ta sytuacja, przez którą prawie mnie pocałowałeś? No po co, do jasnej cholery?! Nie widzisz tego, ale przez Ciebie zrobiłam to kilkanaście razy. A teraz będzie kolejny. Ostatni. Patrz, jak doprowadziłeś mnie do szaleństwa. Z każdym Twoim słowem, rozsypywałam się na mniejsze kawałki.

Guess he kissed the girls and made them cry.
Kolejna kreska, kolejne krople krwi.

Przez Ciebie znowu się tnę. Nie widzisz tego, ale przecież jestem już nikim, czyż nie? Płaczę, po raz kolejny płaczę przez Ciebie. Patrz do czego znowu doprowadziłeś. Ale Ciebie tutaj nie ma, jak masz więc patrzeć? Nienawidzę Cię, wiesz? Obiecywałeś ślub, związek do usranej śmierci. Powoli umieram, a związku nie ma. Wieczność to nie dwa miesiące! Nie rozumiałeś tego, bawiłeś się. Bawiłeś się mną i moimi uczuciami. Kochałam Cię, wiesz? Pamiętasz, P., jak razem pływaliśmy? Albo jak siedzieliśmy na mostku? Rozmawialiśmy o Twojej rodzinie, po raz pierwszy. Przypomnij sobie, kto pojawił się obok Ciebie, nawet po tym jak zerwaliśmy? Kto do Ciebie przychodził? Kto doradzał Ci z Nią i Nią? Patrzyłeś, jak cierpiałam. Patrzyłeś, jak umieram od środka. Nie zrobiłeś nic. Znałeś mnie jak nikt inny, wiedziałeś o mnie dosłownie wszystko. Pozwoliłeś, bym upadła.

Wciąż pamiętam tamte chwile, w których tak mówiłeś tyle,
 że kochasz, że pragniesz bym była tylko z tobą tu na zawsze.

Kolejna kreska, kolejne krople krwi.
Kolejny raz. Kolejny. I kolejny.
Ostatnia kreska. 
Ostatnie krople łez.



__________________________________________
Nawet nie wiecie, jak ciężko było to napisać. Niech nikt z Was nie bierze tego do siebie, to zwykłe, małe, nic nie warte opowiadanie. Jest jeszcze kilka osób, które mogłyby się tu znaleźć, ale jak pisałam - rozdzielone na kilka części.
Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Love,
Kathe.

4 komentarze:

  1. Strasznie krótkie, ale naprawdę emocjonujące, dobra robota.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam to i miałam aż otwarte usta z tego wszystkiego. ;( Strasznie przykre ... Ale jak coś to zawsze jestem, pamietaj. Evie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Komu jeszcze "zrujnowałem życie"? :<

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam cię osobiście, ale czuję, że to, co napisałaś jest bardzo osobiste. Albo jesteś tak dobrą pisarką :) No, cóż tu dużo mówić. Świetne, świetnie przelałaś na to swoje uczucia.

    OdpowiedzUsuń