Występują wulgaryzmy oraz scena +18. Czytasz tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność!
Kareck.
Kolejna impreza organizowana w domu Katherine Salvatore –
Morgan przez Katerinę Walker, lamissamę, pół czarownicę, pół wampira, która
obecnie stała przed lustrem i wpatrywała się w swoje ciało. Według niej wcale nie wyglądała tak
rewelacyjnie, jak wszyscy na nią patrzyli. Sądziła, że ma za grube nogi, za
duży brzuch i opadającą skórę, a jedyne, co jej się podobało to włosy koloru
blond, zazwyczaj pokręcone, które swobodnie opadały na ramiona Katty.
Westchnęła po raz kolejny, niechlujnie zwiewając. Zerknęła na zegarek. 16:45.
Zagryzła wargę, przenosząc wzrok na Kath. 25-letnia wampirzyca rozmawiała
właśnie przez telefon i widocznie nie przejmowała się losem solenizantki, która
umierała ze strachu. A ta nawet nie miała ochoty podsłuchiwać, z kim owa dziewczyna
rozmawia, dopiero, kiedy zakończyła konwersację, odwróciła się do niej przodem.
- Z kim rozmawiałaś? – Zapytała, biorąc się pod boki. Katherine zagryzła wargę. Widać było po niej, że nie ma najmniejszej ochoty mówić blondynce, ale jak nie ona, to sama sobie wyciągnie te informacje.
- Z Marcusem. – Kat zmrużyła oczy, czekając na dalszą część. Wzięła głęboki wdech. – Derecka nie będzie. – Dokończyła brunetka, spuszczając swój wzrok, zaś blondynka wypuściła powietrze. Mogła się tego domyśleć. Kim był owy chłopak? 21-letni Dereck Vincent Dios, pół wampir, blondyn, ukochany Katty, który po prostu ją zdradził, kiedy przerosła go opieka nad dzieckiem. Blondynka nadal obwinia się o to, że kiedykolwiek go pokochała. Ba! Ona obdarzyła go wpadnięciem, najsilniejszym uczuciem, jakie istnieje. To najmocniejszy etap miłości. Kochasz raz i na zawsze. A tak właśnie było teraz. A jeśli ta osoba cię zrani, spadasz na samo dno i gdyby nie William, zapewne Katerina byłaby właśnie na samym dnie.
- Gdzie Will? – Zapytała, ponownie odwracając się w stronę lustra. Odsunęła szafę obok, wpatrując się w swoje sukienki. Każda była od Diosa, co niezmiernie ją irytowało. Nienawidziła tego uczucia i bardzo chciała o nim zapomnieć. O wszystkim, co było związek z idealnym kretynem.
- Jest z Rosie, bezpieczny. Pojedzie z nią do Lisy, Dasi, Sebastiana i Daniela. Nie masz nic przeciwko, prawda? - Dziewczyna pokręciła głową. Szczęście dziecka było dla niej tak naprawdę najważniejsze. Zaniedbywała wszystko, co możliwe, nawet dla niego zrezygnowała ze studiów. Ale nie mogła zapomnieć o tym, że to dziecko jej byłego. Z dnia na dzień chłopiec stawał się coraz bardziej podobny do ojca. – Załóż czerwoną i czarne szpilki. – Kath podeszła do niej bliżej, kładąc jej ręce na ramionach. – To twój dzień, Katty, pamiętasz? Zero stresu, Diosa nie będzie. – Westchnęła cicho, wyciągając odpowiednie rzeczy. Bez słowa ruszyła w stronę łazienki, gdzie związała swoje włosy i weszła pod prysznic. Tego teraz potrzebowała. Ciszy i spokoju. Po piętnastominutowym laniu wody na swoje ciało, zrobiła dość delikatny makijaż. Nie potrzebowała robić się na niewiadomo, kogo. Sporo osób twierdziło, że była naturalnie piękna, pomimo tego, że wcale w to nie wierzyła. O równej 18:50 wyszła z łazienki, poprawiła wszystko w swoim pokoju, po czym opuściła go, słysząc pierwszy dzwonek do drzwi. Nadal trzęsły jej się nogi, a w głowie huczała myśl, czy aby na pewno Dereck dzisiaj się nie pojawi. Nie zniosłaby tego. Olewała go przez ostatnie 2 lata, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Wzięła 2-letnie dziecko na ręce, po czym otworzyła drzwi. Przed nią ukazała się blond włosa dziewczyna wraz z przystojnym brunetem. Za tą parą kolejna, tym razem czarnowłosa i czarnowłosy, a potem kilka innych osób. A więc po kolei mówiąc: Caitlyn Tomilson wraz z Romeem Stawickim, Veronica Skye i Jeremy Gilbert, a za nimi Effy, Odd, Aelita, Jeremy, Torrey, Paul i kilka znajomych twarzy, których imiona Katty nigdy nie potrafiła zapamiętać. Przywitała się z każdym po kolei. Oczywiście, wszyscy ekscytowali się widokiem małego Williama, który nadal nie miał nazwiska. Tak, Kat nadal nie zdecydowała, jak jej synek będzie się nazywał.
- Ciociu, ciociu! – Krzyknęła uradowana 15-letnia Rosie zabierając od niej chłopczyka. Uwielbiała się z nim bawić, każdego dnia spędzała przynajmniej 4 godziny na opiece. – Viv powiedziała, że jak przyjedzie ciocia Katie z resztą to zabierze nas do Lisy. Will jedzie z nami? – Radość Rosemarie sprawiała, że nawet blondynka się uśmiechnęła.
- Tak, tylko błagam, jesteś odpowiedzialna, Lisa też, więc zajmijcie się nim należycie, nie rozpieśćcie go bardzo…
- Katty, poradzą sobie. – Głos Adriana sprawił, że dziewczyna mimowolnie drgnęła. Od kilku lat to właśnie Adi najbardziej jej pomaga. Nie są razem, gdyż on ma dziewczynę, człowieka – Meredith. Kat od zawsze im dopinguje. Westchnęła, zabierając Williama na swoje ręce, po czym ucałowała go w głowę. Już miała się odezwać, kiedy kolejne pukanie rozległo się na parterze. Martin zabrał Ross do pokoju obok, a Katty wzięła kilka głębokich wdechów i otworzyła drzwi. Byli wszyscy. Oprócz niego. Chłopaka, którego kochała ponad życie. Przywitała się po raz kolejny, wskazując na salon. Dopiero po chwili dostrzegła opartego o framugę blondyna. Stał i bezczelnie na nią patrzył. A może na ich syna? Serce Kat zaczęło bić jak oszalałe, a nogi uginały się, jakby były z waty. Motylki fruwały po całym brzuchu dziewczyny, całe ciało odmówiło jakiegokolwiek posłuszeństwa.
- Ślicznie wyglądasz, skarbie. – I wtedy dotarło do Katty, że powinna się stąd ruszyć, zaś Dereck, bądź, co bądź, zaczął przeklinać na siebie w myślach. Nie powinien tak mówić.
- Do każdej swojej dziwki tak mówisz? – Prychnęła, gestem ręki niechętnie zapraszając go dalej. Kiedy tylko wszedł, zamknęła za nim drzwi za pomocą magii, po czym z wyraźnym wstrętem na niego spojrzała. Kochała go, ale zdradził ja. Potraktował jak każdą lepszą. Odpowiedź, jaką dostał od swojej byłej widocznie zbiła go z tropu. „Po co ja tu w ogóle przychodziłem?” – prychnął w myślach, zagryzając dolną wargę. Do żadnej tak nie mówił. Żadnej nie nazywał swoim skarbem. Ale ona nie była już jego. Popełnił durny błąd. Jeden, durny błąd. Zatopił swoje problemy w wódce, przespał się z przypadkową dziewczyną, a że nie mógł jej okłamywać, przyznał się. Dobrze pamiętał dzień, w którym Katty zaczęła pakować walizki, krzycząc, że go nienawidzi, że ma w dupie całą wieczność. Spakowała nie tylko siebie, ale też rzeczy ich synka. Dereck bardzo dobrze wiedział, że stracił cały swój świat. A widok łez spływających po policzkach Kat dobijał go jeszcze bardziej.
- Jest podobny do ciebie. – Zagryzła wargę. Czego on chciał? Nie rozumiała, po co rzucał takimi tekstami. Chciał ją znowu doprowadzić do obłędu? Miała po raz kolejny odpowiedzieć mu dość wrednie, ale Vivenne położyła jej rękę na ramieniu, po czym odebrała od niej Williama. Rzuciła srogie spojrzenie chłopakowi, syknęła coś pod nosem, a następnie odeszła. – Nie pozwoliłaś mi się z nim pożegnać, ska… - Urwał. Nie miał pozwolenia, żeby znowu ją tak nazywać.
- Czy ty myślisz, że masz jakiekolwiek prawa do niego?! To nie jest twój syn, Dios. I nigdy nie będzie, rozumiesz? Nigdy. Co, dziwki ci się na dzisiejszą noc skończyły? A pożegnać ci się pozwoliłam. Kiedy wychodziłam z twojego mieszkania. Kiedy oznajmiłeś mi, że pieprzyłeś się z pierwszą lepszą. Kiedy powiedziałam ci, że nic już dla mnie nie znaczysz. – Warknęła patrząc prosto w jego oczy. Nienawidziła go, a zarazem kochała. Jak to możliwe, żeby taki kretyn przewrócił cały jej świat do góry nogami? Nie miała ochoty dużej z nim rozmawiać, więc w wampirzym tempie zniknęła w pomieszczeniu pełnym ludzi.
Nie minęły 5 godziny, a solenizantka była już nieźle wstawiona. Alkohol, papierosy i narkotyki. Nie przejmowała się tym, że przecież dwa lata temu tak samo zginęła jej przyjaciółka. Z przedawkowania. Miała cholernie gdzieś to, co się teraz działo. Ważna była zabawa. Nie należała już do nikogo. Oblizała wargi. Mimo to, poczuła gdzieś w środku ukłucie zazdrości, kiedy Dereck bawił się z jedną z zaproszonych dziwek. Dobrze wiedziała, że chciał, by to zobaczyła. Upiła łyk alkoholu prosto z butelki, po czym prychnęła pod nosem.
- Pieprz się, Dios.
- Z tobą, skarbie? – Prychnęła po raz kolejny. Obserwował ją. Cały czas. Po raz kolejny wzięła łyk wódki, odwracając się w jego stronę. Dereck jednak nie czekał na jakikolwiek odezw. W wampirzym tempie zabrał ich do pokoju blondynki, zamykając drzwi na kluczyk. Alkohol dawał o sobie znać, każde z nich było świadome, że na trzeźwo w życiu nie posunęliby się do takiego kroku. Dziewczyna bezwładnie opadła na białą pościel, zaś chłopak zawisnął wprost nad nią. Wpił się w jej usta, chcąc znowu poczuć ich smak. W końcu minęły dwa lata, od kiedy nie mógł dotknąć blondynki, a właśnie teraz jego ręce biegały po całym ciele Katty. Ona sama odwzajemniała każdy jego pocałunek, z ogromnym pożądaniem i namiętnością, językiem drażniła podniebienie Derecka. Szybko zamieniła ich miejscami, całując szyję chłopaka, w jednym miejscu zatrzymując się na dużej i zostawiając ślad, tzw. malinkę. Dość starannie rozpinała każdy guziczek od białej koszuli swojego kotka. Bo tak kiedyś go nazywała. Z każdym nowym odkrytym miejscem składała tam pocałunki, od czasu do czasu drapiąc swoimi paznokciami. Niepotrzebna odzież wylądowała gdzieś w kącie pokoju. Dereck nie pozostawał jej dłużny, bo już po chwili sukienka i stanik dziewczyny leżały gdzieś na podłodze. Przyznajmy sobie szczerze – już dawno brakowało mu takiego widoku. Wreszcie ją miał. Z powrotem, przy sobie, w swoich ramionach. Czuł jej dotyk, jej usta, czuł ją. Przy sobie. Cały jego świat. Położył ją na plecach uśmiechając się zadziornie. Był świadomy tego, jak egoistycznie się zachowuje, ale inaczej nie mógł. Wreszcie miał swojego skarba. Miał Katty. Szybkim ruchem pozbył się z jej ciała koronkowych majtek, po czym przyssał się do jednego sutka. Przygryzał, lizał, ssał. Tak samo robił z drugim. Na twarzy Kateriny malowała się radość, przepełniona z pożądaniem i zadowoleniem. Kochała go. Całą sobą. Nie potrafiła już dłużej udawać. Nie, kiedy on właśnie drażnił palcami i językiem jej kobiecość, a ona była pod wpływem alkoholu. Nie, kiedy był z nią. Oblizała wargi, wydając z siebie coraz to głośniejsze jęki i krzyki. Nie bała się, że ktoś ją usłyszy. W końcu impreza trwała w najlepsze, ona była już nieźle spijana, a muzyka docierała pewnie na drugi koniec osiedla, na którym mieszkała. Mieliła pościel w swoich rękach, czując, jak zaraz nie wytrzyma. Soki zaczęły spływać po jej wewnętrzności, a Dios zamiast zostawić ją w spokoju, oblizywał całe jej ciało. Dziewczyna prychnęła, odrzucając go od siebie i rzucając na pościel. Uśmiechnęła się łobuzersko, całując jego podbrzusze. Rękami zaś masowała narząd płciowy chłopaka, by już po chwili włożyć go do ust. Pamiętała bardzo dobrze, co uwielbiał, Dereck, dlatego od razu zaczęła oblizywać, czasem przygryzać napletek, dając mu tym samym niesamowite zadowolenie, jednak on nie pozwolił jej dokończyć swojej „pracy”, bo czując, że długo nie wytrzyma pod wpływem ust dziewczyny, czy też rąk, zamienił ich miejscami i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wszedł w nią ostro. Krzyk rozkoszy wydobył się z gardła blondynki, a po chwili słychać było jęki i wołanie imienia drugiej osoby od nich obu. Dios nie wiele myślał w tamtym momencie, po prostu spuścił się w niej, ostatni raz całując ją w usta. Opadł obok niej, głaszcząc policzek dziewczyny.
- Kurwa, Dereck… - W głosie Katty słychać było nutkę zadowolenia, ale i wściekłości. Na siebie samą. Nie powinna pieprzyć się ze swoim byłym. Cholera, nie powinna. Zagryzła wargę, przymykając oczy.
- Kocham cię, skarbie. – Wyszeptał jej prosto do ucha, przygryzając jego płatek. Teraz był już pewien – jest szansa, że jeszcze kiedyś będą razem.
- Z kim rozmawiałaś? – Zapytała, biorąc się pod boki. Katherine zagryzła wargę. Widać było po niej, że nie ma najmniejszej ochoty mówić blondynce, ale jak nie ona, to sama sobie wyciągnie te informacje.
- Z Marcusem. – Kat zmrużyła oczy, czekając na dalszą część. Wzięła głęboki wdech. – Derecka nie będzie. – Dokończyła brunetka, spuszczając swój wzrok, zaś blondynka wypuściła powietrze. Mogła się tego domyśleć. Kim był owy chłopak? 21-letni Dereck Vincent Dios, pół wampir, blondyn, ukochany Katty, który po prostu ją zdradził, kiedy przerosła go opieka nad dzieckiem. Blondynka nadal obwinia się o to, że kiedykolwiek go pokochała. Ba! Ona obdarzyła go wpadnięciem, najsilniejszym uczuciem, jakie istnieje. To najmocniejszy etap miłości. Kochasz raz i na zawsze. A tak właśnie było teraz. A jeśli ta osoba cię zrani, spadasz na samo dno i gdyby nie William, zapewne Katerina byłaby właśnie na samym dnie.
- Gdzie Will? – Zapytała, ponownie odwracając się w stronę lustra. Odsunęła szafę obok, wpatrując się w swoje sukienki. Każda była od Diosa, co niezmiernie ją irytowało. Nienawidziła tego uczucia i bardzo chciała o nim zapomnieć. O wszystkim, co było związek z idealnym kretynem.
- Jest z Rosie, bezpieczny. Pojedzie z nią do Lisy, Dasi, Sebastiana i Daniela. Nie masz nic przeciwko, prawda? - Dziewczyna pokręciła głową. Szczęście dziecka było dla niej tak naprawdę najważniejsze. Zaniedbywała wszystko, co możliwe, nawet dla niego zrezygnowała ze studiów. Ale nie mogła zapomnieć o tym, że to dziecko jej byłego. Z dnia na dzień chłopiec stawał się coraz bardziej podobny do ojca. – Załóż czerwoną i czarne szpilki. – Kath podeszła do niej bliżej, kładąc jej ręce na ramionach. – To twój dzień, Katty, pamiętasz? Zero stresu, Diosa nie będzie. – Westchnęła cicho, wyciągając odpowiednie rzeczy. Bez słowa ruszyła w stronę łazienki, gdzie związała swoje włosy i weszła pod prysznic. Tego teraz potrzebowała. Ciszy i spokoju. Po piętnastominutowym laniu wody na swoje ciało, zrobiła dość delikatny makijaż. Nie potrzebowała robić się na niewiadomo, kogo. Sporo osób twierdziło, że była naturalnie piękna, pomimo tego, że wcale w to nie wierzyła. O równej 18:50 wyszła z łazienki, poprawiła wszystko w swoim pokoju, po czym opuściła go, słysząc pierwszy dzwonek do drzwi. Nadal trzęsły jej się nogi, a w głowie huczała myśl, czy aby na pewno Dereck dzisiaj się nie pojawi. Nie zniosłaby tego. Olewała go przez ostatnie 2 lata, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Wzięła 2-letnie dziecko na ręce, po czym otworzyła drzwi. Przed nią ukazała się blond włosa dziewczyna wraz z przystojnym brunetem. Za tą parą kolejna, tym razem czarnowłosa i czarnowłosy, a potem kilka innych osób. A więc po kolei mówiąc: Caitlyn Tomilson wraz z Romeem Stawickim, Veronica Skye i Jeremy Gilbert, a za nimi Effy, Odd, Aelita, Jeremy, Torrey, Paul i kilka znajomych twarzy, których imiona Katty nigdy nie potrafiła zapamiętać. Przywitała się z każdym po kolei. Oczywiście, wszyscy ekscytowali się widokiem małego Williama, który nadal nie miał nazwiska. Tak, Kat nadal nie zdecydowała, jak jej synek będzie się nazywał.
- Ciociu, ciociu! – Krzyknęła uradowana 15-letnia Rosie zabierając od niej chłopczyka. Uwielbiała się z nim bawić, każdego dnia spędzała przynajmniej 4 godziny na opiece. – Viv powiedziała, że jak przyjedzie ciocia Katie z resztą to zabierze nas do Lisy. Will jedzie z nami? – Radość Rosemarie sprawiała, że nawet blondynka się uśmiechnęła.
- Tak, tylko błagam, jesteś odpowiedzialna, Lisa też, więc zajmijcie się nim należycie, nie rozpieśćcie go bardzo…
- Katty, poradzą sobie. – Głos Adriana sprawił, że dziewczyna mimowolnie drgnęła. Od kilku lat to właśnie Adi najbardziej jej pomaga. Nie są razem, gdyż on ma dziewczynę, człowieka – Meredith. Kat od zawsze im dopinguje. Westchnęła, zabierając Williama na swoje ręce, po czym ucałowała go w głowę. Już miała się odezwać, kiedy kolejne pukanie rozległo się na parterze. Martin zabrał Ross do pokoju obok, a Katty wzięła kilka głębokich wdechów i otworzyła drzwi. Byli wszyscy. Oprócz niego. Chłopaka, którego kochała ponad życie. Przywitała się po raz kolejny, wskazując na salon. Dopiero po chwili dostrzegła opartego o framugę blondyna. Stał i bezczelnie na nią patrzył. A może na ich syna? Serce Kat zaczęło bić jak oszalałe, a nogi uginały się, jakby były z waty. Motylki fruwały po całym brzuchu dziewczyny, całe ciało odmówiło jakiegokolwiek posłuszeństwa.
- Ślicznie wyglądasz, skarbie. – I wtedy dotarło do Katty, że powinna się stąd ruszyć, zaś Dereck, bądź, co bądź, zaczął przeklinać na siebie w myślach. Nie powinien tak mówić.
- Do każdej swojej dziwki tak mówisz? – Prychnęła, gestem ręki niechętnie zapraszając go dalej. Kiedy tylko wszedł, zamknęła za nim drzwi za pomocą magii, po czym z wyraźnym wstrętem na niego spojrzała. Kochała go, ale zdradził ja. Potraktował jak każdą lepszą. Odpowiedź, jaką dostał od swojej byłej widocznie zbiła go z tropu. „Po co ja tu w ogóle przychodziłem?” – prychnął w myślach, zagryzając dolną wargę. Do żadnej tak nie mówił. Żadnej nie nazywał swoim skarbem. Ale ona nie była już jego. Popełnił durny błąd. Jeden, durny błąd. Zatopił swoje problemy w wódce, przespał się z przypadkową dziewczyną, a że nie mógł jej okłamywać, przyznał się. Dobrze pamiętał dzień, w którym Katty zaczęła pakować walizki, krzycząc, że go nienawidzi, że ma w dupie całą wieczność. Spakowała nie tylko siebie, ale też rzeczy ich synka. Dereck bardzo dobrze wiedział, że stracił cały swój świat. A widok łez spływających po policzkach Kat dobijał go jeszcze bardziej.
- Jest podobny do ciebie. – Zagryzła wargę. Czego on chciał? Nie rozumiała, po co rzucał takimi tekstami. Chciał ją znowu doprowadzić do obłędu? Miała po raz kolejny odpowiedzieć mu dość wrednie, ale Vivenne położyła jej rękę na ramieniu, po czym odebrała od niej Williama. Rzuciła srogie spojrzenie chłopakowi, syknęła coś pod nosem, a następnie odeszła. – Nie pozwoliłaś mi się z nim pożegnać, ska… - Urwał. Nie miał pozwolenia, żeby znowu ją tak nazywać.
- Czy ty myślisz, że masz jakiekolwiek prawa do niego?! To nie jest twój syn, Dios. I nigdy nie będzie, rozumiesz? Nigdy. Co, dziwki ci się na dzisiejszą noc skończyły? A pożegnać ci się pozwoliłam. Kiedy wychodziłam z twojego mieszkania. Kiedy oznajmiłeś mi, że pieprzyłeś się z pierwszą lepszą. Kiedy powiedziałam ci, że nic już dla mnie nie znaczysz. – Warknęła patrząc prosto w jego oczy. Nienawidziła go, a zarazem kochała. Jak to możliwe, żeby taki kretyn przewrócił cały jej świat do góry nogami? Nie miała ochoty dużej z nim rozmawiać, więc w wampirzym tempie zniknęła w pomieszczeniu pełnym ludzi.
Nie minęły 5 godziny, a solenizantka była już nieźle wstawiona. Alkohol, papierosy i narkotyki. Nie przejmowała się tym, że przecież dwa lata temu tak samo zginęła jej przyjaciółka. Z przedawkowania. Miała cholernie gdzieś to, co się teraz działo. Ważna była zabawa. Nie należała już do nikogo. Oblizała wargi. Mimo to, poczuła gdzieś w środku ukłucie zazdrości, kiedy Dereck bawił się z jedną z zaproszonych dziwek. Dobrze wiedziała, że chciał, by to zobaczyła. Upiła łyk alkoholu prosto z butelki, po czym prychnęła pod nosem.
- Pieprz się, Dios.
- Z tobą, skarbie? – Prychnęła po raz kolejny. Obserwował ją. Cały czas. Po raz kolejny wzięła łyk wódki, odwracając się w jego stronę. Dereck jednak nie czekał na jakikolwiek odezw. W wampirzym tempie zabrał ich do pokoju blondynki, zamykając drzwi na kluczyk. Alkohol dawał o sobie znać, każde z nich było świadome, że na trzeźwo w życiu nie posunęliby się do takiego kroku. Dziewczyna bezwładnie opadła na białą pościel, zaś chłopak zawisnął wprost nad nią. Wpił się w jej usta, chcąc znowu poczuć ich smak. W końcu minęły dwa lata, od kiedy nie mógł dotknąć blondynki, a właśnie teraz jego ręce biegały po całym ciele Katty. Ona sama odwzajemniała każdy jego pocałunek, z ogromnym pożądaniem i namiętnością, językiem drażniła podniebienie Derecka. Szybko zamieniła ich miejscami, całując szyję chłopaka, w jednym miejscu zatrzymując się na dużej i zostawiając ślad, tzw. malinkę. Dość starannie rozpinała każdy guziczek od białej koszuli swojego kotka. Bo tak kiedyś go nazywała. Z każdym nowym odkrytym miejscem składała tam pocałunki, od czasu do czasu drapiąc swoimi paznokciami. Niepotrzebna odzież wylądowała gdzieś w kącie pokoju. Dereck nie pozostawał jej dłużny, bo już po chwili sukienka i stanik dziewczyny leżały gdzieś na podłodze. Przyznajmy sobie szczerze – już dawno brakowało mu takiego widoku. Wreszcie ją miał. Z powrotem, przy sobie, w swoich ramionach. Czuł jej dotyk, jej usta, czuł ją. Przy sobie. Cały jego świat. Położył ją na plecach uśmiechając się zadziornie. Był świadomy tego, jak egoistycznie się zachowuje, ale inaczej nie mógł. Wreszcie miał swojego skarba. Miał Katty. Szybkim ruchem pozbył się z jej ciała koronkowych majtek, po czym przyssał się do jednego sutka. Przygryzał, lizał, ssał. Tak samo robił z drugim. Na twarzy Kateriny malowała się radość, przepełniona z pożądaniem i zadowoleniem. Kochała go. Całą sobą. Nie potrafiła już dłużej udawać. Nie, kiedy on właśnie drażnił palcami i językiem jej kobiecość, a ona była pod wpływem alkoholu. Nie, kiedy był z nią. Oblizała wargi, wydając z siebie coraz to głośniejsze jęki i krzyki. Nie bała się, że ktoś ją usłyszy. W końcu impreza trwała w najlepsze, ona była już nieźle spijana, a muzyka docierała pewnie na drugi koniec osiedla, na którym mieszkała. Mieliła pościel w swoich rękach, czując, jak zaraz nie wytrzyma. Soki zaczęły spływać po jej wewnętrzności, a Dios zamiast zostawić ją w spokoju, oblizywał całe jej ciało. Dziewczyna prychnęła, odrzucając go od siebie i rzucając na pościel. Uśmiechnęła się łobuzersko, całując jego podbrzusze. Rękami zaś masowała narząd płciowy chłopaka, by już po chwili włożyć go do ust. Pamiętała bardzo dobrze, co uwielbiał, Dereck, dlatego od razu zaczęła oblizywać, czasem przygryzać napletek, dając mu tym samym niesamowite zadowolenie, jednak on nie pozwolił jej dokończyć swojej „pracy”, bo czując, że długo nie wytrzyma pod wpływem ust dziewczyny, czy też rąk, zamienił ich miejscami i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wszedł w nią ostro. Krzyk rozkoszy wydobył się z gardła blondynki, a po chwili słychać było jęki i wołanie imienia drugiej osoby od nich obu. Dios nie wiele myślał w tamtym momencie, po prostu spuścił się w niej, ostatni raz całując ją w usta. Opadł obok niej, głaszcząc policzek dziewczyny.
- Kurwa, Dereck… - W głosie Katty słychać było nutkę zadowolenia, ale i wściekłości. Na siebie samą. Nie powinna pieprzyć się ze swoim byłym. Cholera, nie powinna. Zagryzła wargę, przymykając oczy.
- Kocham cię, skarbie. – Wyszeptał jej prosto do ucha, przygryzając jego płatek. Teraz był już pewien – jest szansa, że jeszcze kiedyś będą razem.
(…)
Promienie światła zaczęły drażnić oczy blondynki. Niechętnie
podniosła swoje powieki, ziewając i niechlujnie się wyciągając. Dopiero po
chwili poczuła, że nie jest sama, a od tyłu ktoś ją obejmuje. „Kolejny kochanek.”
– prychnęła w myślach. Odwróciła się w stronę partnera, po czym w wampirzym
tempie stanęła przy ścianie, zupełnie nie przejmując się nagością. Nie raz już
tak ją widział.
- Kurwa mać! – Krzyknęła, zagryzając wargę. Dereck wyciągnął się, wpatrując się w jej ciało. Cholera. Katty za nic nie pamiętała, co się stało poprzedniej nocy, ale patrząc na porozwalane ubrania i łóżko oraz ten mocny ból głowy. Impreza. Kac. Seks z Diosem. To wszystko układało się w jedną całość. – Ja pieprzę… - Szepnęła do siebie.
- Tak, ja też, ale ciebie. – Posłała mu wrogie spojrzenie, sięgając po czystą bieliznę. Ubrała ją w tempie natychmiastowym, a z szafy wyciągnęła czarne spodenki i białą bokserkę.
- Uważam, że powinieneś już iść. – Wielki znak zapytania malował się na twarzy blondyna. „Traktuje mnie jak jednonocnego kochanka?” – przebiegło mu przez myśl. W wampirzym tempie ubrał swoje rzeczy, podchodząc do niej jak najbliżej się da. Złapał ją w talii, przyciągając do siebie i wbił się w jej usta. Mimo wszystko, dziewczyna natychmiast odwzajemniła jego pocałunek, nie panując nad sobą, jak i swoim ciałem. Dopiero po chwili odsunęła się o pół kroku.
- Już dawno nie słyszałem takich wspaniałych krzyków. Jesteś idealna, skarbie. – Odepchnęła go od siebie, za pomocą ręki otwierając drzwi. Gdy chłopak tylko je zamknął, oparła się o nie, chowając głowę w dłonie, a jedyne, co chodziło jej po głowie to: „jak ja mogłam być taka głupia.”
- Kurwa mać! – Krzyknęła, zagryzając wargę. Dereck wyciągnął się, wpatrując się w jej ciało. Cholera. Katty za nic nie pamiętała, co się stało poprzedniej nocy, ale patrząc na porozwalane ubrania i łóżko oraz ten mocny ból głowy. Impreza. Kac. Seks z Diosem. To wszystko układało się w jedną całość. – Ja pieprzę… - Szepnęła do siebie.
- Tak, ja też, ale ciebie. – Posłała mu wrogie spojrzenie, sięgając po czystą bieliznę. Ubrała ją w tempie natychmiastowym, a z szafy wyciągnęła czarne spodenki i białą bokserkę.
- Uważam, że powinieneś już iść. – Wielki znak zapytania malował się na twarzy blondyna. „Traktuje mnie jak jednonocnego kochanka?” – przebiegło mu przez myśl. W wampirzym tempie ubrał swoje rzeczy, podchodząc do niej jak najbliżej się da. Złapał ją w talii, przyciągając do siebie i wbił się w jej usta. Mimo wszystko, dziewczyna natychmiast odwzajemniła jego pocałunek, nie panując nad sobą, jak i swoim ciałem. Dopiero po chwili odsunęła się o pół kroku.
- Już dawno nie słyszałem takich wspaniałych krzyków. Jesteś idealna, skarbie. – Odepchnęła go od siebie, za pomocą ręki otwierając drzwi. Gdy chłopak tylko je zamknął, oparła się o nie, chowając głowę w dłonie, a jedyne, co chodziło jej po głowie to: „jak ja mogłam być taka głupia.”
(…)
Od feralnej, a zarazem przepięknej nocy z Dereckiem Diosem
minęły równe dwa tygodnie. Przez ten cały czas, dziewczyna nie rozmawiała
praktycznie z nikim. Większość czasu poświęcała swojemu synkowi. Tylko raz
wyszła z domu, do apteki, a po powrocie i zamknięciu się w łazience, nie
wychodziła już wcale.
Pogłaskała po główce swoje maleństwo, kiedy to smacznie
spało, po czym cicho westchnęła.
- Musisz mu powiedzieć. – Usłyszała głos Julie dochodzący z rogu pokoju. Juliette Drusus – Santi była jej przyjaciółką, tą, która „zastąpiła” Lenę. Obok owej Juls stał też Marcus Caius Santi – najlepszy przyjaciel Derecka. Obydwoje wiedzieli, bo Katty potrzebowała ich pomocy. – Ale musisz mieć pewność, że to jego dziecko.
- A niby czyje, hm? – Rzuciła jej srogie spojrzenie, cicho wzdychając. – Nie sypiałam przecież z nikim od dawna, większość czasu spędzałam z Willem, od roku nie miałam kochanka. Julie, to jest jego dziecko. – Głos Katty powoli się załamywał, a łzy nabrały się do jej oczu, które musiała aż przymknąć. Marcus westchnął, wpatrując się w nią bacznie.
- Posłuchaj, Katty… - Zaczął, przygryzając wargę. – Tak, Dereck nie poradził sobie raz. Nikt nie mówi, że poradzi sobie drugi. Ale musi wiedzieć, że ma jeszcze jedno dziecko, z tobą, które urodzi się za 4 miesiące. Twoje ciąże są inne, nikt się o nich nie dowie, dobrze o tym wiesz. Ale macie 4 miesiące, żeby znowu się zejść, albo i Will i to dziecko będą wychowywały się bez ojca. Dios cię kocha. Trudno mi nawet uwierzyć, że on naprawdę cię zdradził, ale skoro się do tego przyznał, nie mnie to kwestionować. Ja tylko ci mówię, że tym razem sobie poradzi. A jeśli nie – zasługujesz na kogoś lepszego.
- Musisz mu powiedzieć. – Usłyszała głos Julie dochodzący z rogu pokoju. Juliette Drusus – Santi była jej przyjaciółką, tą, która „zastąpiła” Lenę. Obok owej Juls stał też Marcus Caius Santi – najlepszy przyjaciel Derecka. Obydwoje wiedzieli, bo Katty potrzebowała ich pomocy. – Ale musisz mieć pewność, że to jego dziecko.
- A niby czyje, hm? – Rzuciła jej srogie spojrzenie, cicho wzdychając. – Nie sypiałam przecież z nikim od dawna, większość czasu spędzałam z Willem, od roku nie miałam kochanka. Julie, to jest jego dziecko. – Głos Katty powoli się załamywał, a łzy nabrały się do jej oczu, które musiała aż przymknąć. Marcus westchnął, wpatrując się w nią bacznie.
- Posłuchaj, Katty… - Zaczął, przygryzając wargę. – Tak, Dereck nie poradził sobie raz. Nikt nie mówi, że poradzi sobie drugi. Ale musi wiedzieć, że ma jeszcze jedno dziecko, z tobą, które urodzi się za 4 miesiące. Twoje ciąże są inne, nikt się o nich nie dowie, dobrze o tym wiesz. Ale macie 4 miesiące, żeby znowu się zejść, albo i Will i to dziecko będą wychowywały się bez ojca. Dios cię kocha. Trudno mi nawet uwierzyć, że on naprawdę cię zdradził, ale skoro się do tego przyznał, nie mnie to kwestionować. Ja tylko ci mówię, że tym razem sobie poradzi. A jeśli nie – zasługujesz na kogoś lepszego.
(…)
Jej ręka cała się trzęsła. Nadal miała klucze do mieszkania,
przed którym właśnie stała. Przed mieszkaniem Derecka. Zagryzła wargę. „Nie
powinnam tutaj być.” – przeszło jej przez myśl, po czym otworzyła je, dość
niepewnym ruchem. Dios momentalnie zjawił się w korytarzu, ze swoim
notatnikiem, w którym miał ukochane fotografie i rysunki. Zdziwiło go przyjście
Katty, ale z drugiej strony – niesamowicie się cieszył.
- Cześć… - Zaczęła niepewnym głosem, zdejmując swoje baleriny. – Po prostu… Mam coś dla ciebie. – Nie chciała tego przedłużać, musiała mu pokazać, bo powiedzieć nie dałaby rady.
- Hej, Katty, wszystko w porządku? Cała się trzęsiesz… - Od Derecka aż biło troską, ale Walker olała to, wyciągając trzy testy ciążowe z wynikiem pozytywnym. Bez namysłu podała je chłopakowi, opierając się o szafkę na przedpokoju. Blondyn patrzył to na nią, to na pasek, zagryzając wargę. – Jesteś w ciąży…
- No brawo geniuszu. – Rzuciła, zanim ugryzła się w język.
- Jestem ojcem, prawda? – Spytał, odkładając testy obok niej. Patrzył prosto w oczy Kat, chcąc wyczytać z nich cokolwiek, a jedyne co rzucało się w oczy to przerażenie. Bała się. Ale czego? Że znowu ją zostawi? Że będzie miał gdzieś ją i życie dziecka? Ich kolejnego maleństwa… Blondynka skinęła prawie niezauważalnie głową, przygryzając od środka wargę dolną.
- Ojcem to może nazywać się ten, który cię wychował. – Jednak mężczyzna olał te słowa. Po prostu wpił się w jej usta, podnosząc ją do góry i zakręcając dookoła.
- Więc je wychowam. Dopuść mnie do siebie, do niego i do Willa. Poradzę sobie, tylko proszę, bądź ze mną. Kocham cię, skarbie. Jesteś całym moim światem. Nie umiem bez ciebie żyć. Nie radzę sobie. Potrzebuję cię. – Na twarzy kobiety pojawił się szeroki uśmiech. Nie odpowiedziała. Po prostu wpiła się w jego wargi.
- Cześć… - Zaczęła niepewnym głosem, zdejmując swoje baleriny. – Po prostu… Mam coś dla ciebie. – Nie chciała tego przedłużać, musiała mu pokazać, bo powiedzieć nie dałaby rady.
- Hej, Katty, wszystko w porządku? Cała się trzęsiesz… - Od Derecka aż biło troską, ale Walker olała to, wyciągając trzy testy ciążowe z wynikiem pozytywnym. Bez namysłu podała je chłopakowi, opierając się o szafkę na przedpokoju. Blondyn patrzył to na nią, to na pasek, zagryzając wargę. – Jesteś w ciąży…
- No brawo geniuszu. – Rzuciła, zanim ugryzła się w język.
- Jestem ojcem, prawda? – Spytał, odkładając testy obok niej. Patrzył prosto w oczy Kat, chcąc wyczytać z nich cokolwiek, a jedyne co rzucało się w oczy to przerażenie. Bała się. Ale czego? Że znowu ją zostawi? Że będzie miał gdzieś ją i życie dziecka? Ich kolejnego maleństwa… Blondynka skinęła prawie niezauważalnie głową, przygryzając od środka wargę dolną.
- Ojcem to może nazywać się ten, który cię wychował. – Jednak mężczyzna olał te słowa. Po prostu wpił się w jej usta, podnosząc ją do góry i zakręcając dookoła.
- Więc je wychowam. Dopuść mnie do siebie, do niego i do Willa. Poradzę sobie, tylko proszę, bądź ze mną. Kocham cię, skarbie. Jesteś całym moim światem. Nie umiem bez ciebie żyć. Nie radzę sobie. Potrzebuję cię. – Na twarzy kobiety pojawił się szeroki uśmiech. Nie odpowiedziała. Po prostu wpiła się w jego wargi.
______________________________________________________________________
Cześć wam! Zaczynając od początku: jest to jednopart, napisany w półtora dnia, zawierający 2629 wyrazów. Kareck to połączenie imion Dereck & Katerina. Zastanawiałam sie nad dodaniem podkładu, ale nie mogłam się zdecydować. Ostatecznie, nie wybrałam żadnego. Najbardziej lubiłam pisać to przy Parachute - Kiss me slowly.
Skąd w ogóle wzięło się "Kareck"? Hm.. To historia, którą ogarnie tylko osoba wtajemniczona, a, że po prostu... Nie przedłużajmy tego. Nie wszystkie postacie są moje, ale dostałam pozwolenie na wykorzystanie ich. "Wyglądy" macie na samym początku.
OneShot dedykowany jest dla KATIE.
Skarbie, kotku, my love, my lover, Maleństwo, musisz wiedzieć, że jesteś najlepsza na świecie, a ja już nie mogę się doczekać naszego spotkania, pomimo czarnych wizji, jakie obydwie mamy.<3
Chciałam Wam też wszystkim podziękować za słowa wsparcia pod wcześniejszą notką. Dodały mi otuchy, przyprawiły o łzy szczęścia i takie uczucie: "Masz osoby, które cię wspierają, a które cię nie znają. To skarby." Tak, wy jesteście moimi skarbami.<3
To by było na tyle. Dajcie znać co sądzicie o tym na górze!
Love,
Kath. <3















Zauważyłaś, że jak są na niego źli to mówią po nazwisku? W sumie ze wszystkimi jest tak u nas.
OdpowiedzUsuńEj, skaczesz po czasach troszeczkę, wiesz? O.o
Motyw przyjaźni Adriana i Katty jest awu, podoba mi się.
"Nie minęły 5 godziny" nie minęło 5 godzin*
Rozmowa Kareck na powitanie. To jasne, że się kochają i ze sobą będą. To Kareck.
Boje się, że mój prezent wyjdzie gorzej niż twój, no... Twój jest idealny <3
No i mu wybaczyła, w końcu to Kareck tak? *,*
Co do dedykacji, Kiciu, Kath, dziękuję. To będzie najlepszy tydzień nasze życia, nieważne jak dziwnie na początku będzie, bo dziwne jest fajne, right?